• bartek · 01.09.2007 14:59:55
  • Jeśli trafiłeś na jakiś ciekawy artykuł, dodaj go do tego forum wraz z adresem źródłowym.

    Mój pracodawca oprawca

    Mobbing jest jak gra kota z myszką - najpierw długie dręczenie, potem decydujący atak.

    Monika Nowik, matematyczka z gdańskiego Gimnazjum nr 1 na próżno stara się ukryć swój żal. Na początku milcząca, jakby przestraszona, nagle wybucha: - One mnie wewnątrz zamordowały! Co z tego, że chodzę, żyję, gdy wciąż osaczają mnie ich złośliwe szepty, spojrzenia, porozumiewawcze uśmieszki. I strach. Wystarczy, że w tłoku, na ulicy, ktoś mnie dotknie niechcący, a cała truchleję.

    Trzy hospitalizacje, półroczne leczenie psychiatryczne i wreszcie ostatni pobyt w Centrum Terapii Nerwic w Mosznej zrobiły swoje; w Monice powoli rodzi się gniew. Gniew i wściekłość, które mogą ją postawić na nogi. Milczała zbyt długo, teraz będzie mówić, krzyczeć, dochodzić swoich praw. Swoją historię opowiada na jednym wydechu, nie pozwala sobie na żadne przerwy, dla niej ważny jest każdy detal.

    W szkole uczyła od dziesięciu lat. Umiała przekonać uczniów do matematyki nie tylko na lekcjach - organizowała konkursy, koła zainteresowań, nawiązała kontakt ze specjalistycznymi wydawnictwami. Dyrekcja szkoły i niektórzy koledzy szybko się zorientowali, że można wykorzystać jej pracowitość i uczynność. Zlecano więc jej robienie sprawozdań, statystyk, identyfikatorów, układanie planów. Nie protestowała, bo nie jest małostkowa. Mimo to nigdy się z nimi nie zżyła, unikała wspólnych wyjazdów, stroniła od hucznych imprez, faktycznie była spoza układów i bez pozycji w lokalnym światku.

    Atmosfera zaczęła się zagęszczać trzy lata temu. Najpierw z gabinetu, który wyposażyła własnym staraniem, przeniesiono ją do obskurnej salki. Odebrała to jako złośliwość, ale machnęła ręką. Dzięki pomocy rodziców wyremontowała zapuszczone pomieszczenie. Potem pozbawiono ją dodatku motywacyjnego. Gdy próbowała dochodzić swoich praw usłyszała, że jest bezczelna. Jednak prawdziwą kością niezgody okazały się jej zajęcia dodatkowe, przygotowujące uczniów do egzaminów gimnazjalnych. Prowadziła je za darmo, po godzinach. I z entuzjazmem. Skutecznie konkurowały z lekcjami płatnymi prowadzonymi w tej szkole przez znajomego dyrektorki. W roku szkolnym 2004/2005 na tego rodzaju korepetycje nie było już chętnych - uczniowie przenieśli się do Moniki Nowik. Niby wolny wybór, ale w powietrzu zawisł niemy wyrzut grona pedagogicznego. Brakowało tylko pretekstu, żeby rozprawić się z ?Siłaczką?. Na wycieczce klasowej do Zakopanego towarzyszące jej koleżanki celowo zachowywały się tak, aby wywołać skandal. Kiedy dzieci opowiedziały o tym rodzicom, a ci wnieśli skargi, nauczycielki solidarnie obarczyły winą Monikę. Nowik nie miała szans na przeprowadzenie dowodu prawdy. Na końcowej radzie pedagogicznej w czerwcu nie przyznano jej wychowawstwa na następny rok.

    Bolało, ale przez wakacje zapomniała o krzywdach i we wrześniu ruszyła do pracy z nowym zapałem. I wtedy dopiero zaczęło się? Zgoda na prowadzenie zajęć dodatkowych? Wykluczone. Dlaczego? Bo nie. Poszła na skargę do kuratorium. To tylko podgrzało pełną jadu atmosferę w pokoju nauczycielskim. Nie mogła nawet zwyczajnie usiąść na krześle, bo albo go dla niej nie było, albo starannie je po niej wycierano. Po kilku dniach była już tak zastraszona, że bała się wejść do szkolnego budynku. Do bramy odprowadzał ją narzeczony. Pocieszał, że wszystko jakoś się ułoży. Ale nie ułożyło się.

    W końcu września dyrektorka zwołała radę pedagogiczną. Nagle któraś z nauczycielek oskarżyła Monikę, że nagrywa przebieg spotkania. Daremnie zaprzeczała. Koleżanki osaczyły ją, przyparły do okna i zaczęły rewizję w jej torebce, szukając dyktafonu. Sprzętu nagrywającego nie znalazły, ale?

    Wyrzucały z niej kolejne przedmioty ze złośliwymi uwagami. Kiedy znalazły inhalator, zaczęły pokazywać nim nieprzyzwoite gesty. Wyśmiewały się z mojego związku z Piotrem - opowiada z gniewem dziewczyna.

    Potem na zebraniu z rodzicami została wypchnięta z sali przez zmówione nauczycielki, chociaż spotkanie odbyło się po to, aby zdecydować o jej zajęciach dodatkowych. - Wyp?dalaj do Izraela! - wykrzyczała jej w twarz jedna z matematyczek. - Żydówki myją się tylko raz w miesiącu, po menstruacji - usłyszała kiedy indziej mimochodem rzuconą uwagę wśród dwuznacznych chichotów.

    Prześladowczynie chowały jej dzienniki, wpadały niby to przez omyłkę na lekcje, niszczyły jej rzeczy; kiedyś z kurtki, która spadła z wieszaka, zrobiły sobie wycieraczkę. Dyrektorka nie pozwoliła ?tej Nowik? wydawać gazetki matematycznej. Ktoś z grona ostrzegł dzieci przed panem z brodą, (wskazując na Piotra, który codziennie czekał na narzeczoną pod bramą szkoły), bo może być pedofilem. Monika zachorowała na bezsenność, nawet końskie dawki leków nie pomagały. - Leżałam tak w ciszy noc w noc i słyszałam tylko szum przepływającej w żyłach krwi; wtedy przychodziły mi do głowy najczarniejsze myśli.

    Zebrała się jednak ostatkiem sił, by napisać do Stowarzyszenia Antymobbingowego pod patronatem Barbary Grabowskiej (radna PIS w pomorskim sejmiku samorządowym). Ale do tej samej organizacji odwołała się też dyrektorka szkoły. Powołano komisję antymobbingową, przed którą Monika, za radą prawnika, nie stawiła się. Nieco później komisja dyscyplinarna kuratorium rozpoczęła postępowanie wyjaśniające. Jedna z jej członkiń poinformowała poufnie Monikę, że jej maile z prośbą o pomoc do organizacji antymobinngowej, odwrotną pocztą wracały do dyrektorki. Pod koniec grudnia ub. roku stanowisko w sprawie Nowik zajęła też Państwowa Inspekcja Pracy. Nie zostawiono żadnych wątpliwości, to był mobbing.

    Monika już nie miała siły się z tego cieszyć, psychicznie była na samym dnie. W szkole przemykała się od ściany do ściany, nie znajdowała też spokoju we własnym mieszkaniu. Ktoś stłukł szybę w jej oknie i wysmarował drzwi odchodami. Poszła jeszcze na wigilię pożegnać się z uczniami, potem chciała skoczyć z 10 piętra? Uratowała ją zablokowana winda i czujna domyślność Piotra. Jej sprawa leży w sądzie pracy. Dopóki nie zapadnie wyrok, Monika Nowik żyć będzie w zawieszeniu. Regina Białousów, pełniąca obowiązki dyrektora wydziału edukacji i sportu w gdańskim magistracie jest pewna, że w gimnazjum nie stosowano mobbingu.

    Gdyby zdarzyło się to, o czym opowiada matematyczka, władze natychmiast by zareagowały - twierdzi. Podobne stanowisko zajęła organizacja antymobbingowa Grabowskiej, dodając jeszcze, że to działania Nowik uwłaczają godności zawodu nauczyciela. W sądzie pracy stowarzyszenie wspierało dyrektorkę gimnazjum.

    Mariola Żarnoch z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Antymobbingowego OSA jest już innego zdania. Uważa, że Monikę bardzo skrzywdzono.

    Zupełnie nie rozumiem postępowania dyrektorki, która w rozmowach telefonicznych najpierw zapewniała mnie, że Monika to jej najlepszy pracownik, że nie chce go stracić, a jednocześnie nic nie robiła, przyzwalając, by nękanie trwało.

    Słucham tych wszystkich relacji, przeglądam dokumenty, a potem patrzę na kruchą, dziecięcą niemalże sylwetkę Moniki, jej roztrzęsione ręce, kurczowo ściskające plecak. Gdy opowiada o swojej pracy, pełna pasji, nie umiem sobie wyobrazić, że taka osoba mogła, jak twierdzi internetowa ?matka?, zastraszyć całe gimnazjum. Do Piotra ostatnio zadzwonił dyrektor jednej ze szkół na Pomorzu i zaproponował Monice pracę u siebie. - To najpiękniejszy gest, jaki spotkał nas w tym nieszczęściu ?zauważa mężczyzna.

    Monika jeszcze nie potrafi się z tego cieszyć, jest zbyt przytłoczona. - Dlaczego mnie to spotkało? - pyta wprost. A ja nie mam dla niej żadnego wyjaśnienia, też nie rozumiem, jak z paru błahostek, bzdurnych incydentów, mogła się narodzić taka nagonka, taka katastrofa. Czyżby największym grzechem Moniki był po prostu jej indywidualizm, jej prawie nieuchwytna odmienność?

    Spotkamy się w sądzie

    Tymczasem nadszedł termin kolejnej rozprawy w sądzie pracy. Chociaż Nowik nie bierze w niej udziału - jest reprezentowana przez swojego pełnomocnika - od ataków nie ucieknie. Chore emocje prześladowców wzmagają się zawsze kilka dni przed kolejną sądową potyczką. Na jednym z internetowych forów czytam, że Nowikowie chcą wymusić pieniądze, by wyjechać do Izraela. A ponadto - oboje są pedofilami i ostatnią zarazą, na dodatek należą do sekty, a Piotr nie tylko uzależnił od siebie Monikę, ale przy okazji chce coś ugrać. Na klatce schodowej obok ich drzwi, niewidzialna ręka wymalowała znów nieprzyzwoite rysunki. Na dodatek Monika, która sama nie wychodzi z domu, nie otwiera obcemu drzwi, dostała dziwny e?mail. Podpisała go Karolina Sikorska, prezes Stowarzyszenia Antymobbingowego pod patronatem Grabowskiej

    Ta pani zarzuca mi, że prowadzę jakąś ?chorą, nienawistną grę? - mówi dziewczyna. - Nie wiem, jak ja do końca procesu to wszystko wytrzymam. Mam wrażenie, że uczestniczę w farsie, parodii, bowiem ofiar mobbingu nikt nie traktuje poważnie, raczej są wdzięcznym obiektem do naśmiewania się. Czy ktoś przejął się samobójstwem tej kobiety z lęborskiej Biedronki, albo policjanta ze Szczecina? Nie!. Moją śmiercią też pewnie nikt by się nie wzruszył. Ludzie machnęliby ręką i skwitowali najwyżej: ?Szkoda, ale to rzeczywiście była wariatka?.

    A gdzie oficerski awans?

    Iwona Piątek-Giersz z Piekar Śląskich, podobnie jak Monika, do dziś się zastanawia, dlaczego musiała odejść z Komendy Policji, co właściwie takiego oburzającego zrobiła. Zaledwie po pół roku pracy została pozbawiona prawa do wykonywania zawodu, który był marzeniem jej życia.

    Jej historia, a właściwie udręka, zaczyna się osiem lat temu. W 1997 roku kończy szkołę policyjną w Szczytnie z wynikiem bardzo dobrym, otrzymuje stopień oficera. Mogła zostać na uczelni, lecz wróciła na Śląsk, bo tam miała mieszkanie, rodzinę, a w miejscowej komendzie odbywała wcześniej praktyki studenckie - z dużym powodzeniem. Dostaje angaż do wydziału kryminalnego. Od początku ambitna, dopomina się o awans na stanowisko oficerskie. Ta przebojowość nie podoba się zwierzchnikom. Zwlekają, zasłaniając się zaambarasowaniem powodzią w kraju i brakiem pieniędzy. Iwona jest jednak uparta, zna swoje prawa. Razem z innymi młodymi policjantami powiadamia o niezrozumiałych trudnościach z awansem komendanta wojewódzkiego. I od tej pory w pracy zaczynają się mnożyć dziwne sytuacje: Najpierw ginie jej legitymacja służbowa; dostaje za to naganę. Następnie, gdy wraca zbyt późno z tzw. czynności służbowych, zostaje ośmieszona w całej komendzie. Coraz częściej słyszy od zwierzchnika, że za dużo sobie pozwala, raport był za krótki, lub za długi. Po alkoholu szef ma inną twarz - już jej nie prawi reprymend, ale staje się natarczywy, bez żenady ją molestując. Gdy zdenerwowana idzie na skargę do komendanta, ten zawiesza ją w obowiązkach i kieruje na komisję lekarską. Werdykt komisji jest jak grom z jasnego nieba: całkowicie niezdolna do jakiejkolwiek pracy, zwłaszcza w policji. Iwona uważa to za absurdalne, domaga się ponownego przebadania. Szpital MSWiA w Poznaniu podtrzymuje orzeczenie komisji katowickiej.

    ? Miałam 24 lata i pierwszą grupę inwalidzką, historię choroby mi po prostu stworzono, odkryję to dopiero później - opowiada. - Zaczęłam chudnąć z nerwów i nie spać po nocach. Moi znajomi podejrzliwie mi się przyglądali, bo dzwoniono do nich z komendy, zadając dziwne pytania. Załamałam się. Na szczęście, nie trwało to długo. Zebrała jednak siły, odwołała się do sądu okręgowego (wydział ubezpieczeń społecznych). Prawomocny wyrok m. in. na podstawie zebranych ekspertyz biegłych psychiatrów i psychologów, przywraca jej wiarę w sens walki o godność: ?Iwona Piątek-Giersz jest zdrowa i nie było podstaw zaliczenia jej do grupy inwalidzkiej, niepełnosprawność nie istniała od początku?.

    Zatem może wrócić do wymarzonej pracy i zająć stanowisko zgodnie z dyplomem. A nawet musi, bo ZUS, w oparciu o decyzję sądu nie wypłaca już renty inwalidzkiej.

    ? Zwróciłam się do Komendy Wojewódzkiej o ponowne zatrudnienie mnie i otrzymałam odpowiedź, że ?taka możliwość nie istnieje?. Wystąpiłam więc do NSA przeciw komendantowi wojewódzkiemu. Zapadł tam korzystny dla mnie wyrok, ale nic to nie zmieniło. Pisałam nawet do Rzecznika Praw Obywatelskich, skąd otrzymałam odpowiedź, że ?w służbie mundurowej trzeba się liczyć z podporządkowaniem?. Od trzech lat moja sprawa utknęła w martwym punkcie, pozostaje mi chyba tylko Strasburg. Za to mojemu prześladowcy powodzi się nieźle, nadal pracuje w policji, został tylko przeniesiony do Tarnowskich Gór na podobne stanowisko.

    Dziś Iwona, która w międzyczasie skończyła politologię i studia podyplomowe z zakresu zarządzania (wszystko z najwyższymi notami) pracuje w agencjach ochrony. - To raczej cel zastępczy. Niestety, z policji zostałam totalnie wyautowana - wyznaje z przykrością.

    Nękany antyterrorysta.

    Odsunięcie bez istotnego powodu na boczny tor w młodym wieku, mimo liczących się dyplomów w szufladzie - jak się z tym pogodzić? Włodzimierz Ostrowski, do niedawna zastępca naczelnika wydziału kadr w Komendzie Głównej ma skończone cztery fakultety, wykładał w Akademii Świętokrzyskiej i rozpoczął pisanie doktoratu. Mimo to niedawno został przeniesiony do patrolu pieszego. Jest więc praktycznie ?krawężnikiem?, choć zachowano mu przyzwoite pobory z poprzedniej funkcji.

    To podwójnie upokarzające, ale jeśli będę musiał, zacznę wszystko od początku, od ulicy, a z policji nie odejdę - zarzeka się. Ostrowski jest przekonany, że został zdjęty ze stanowiska tylko za to, że nie chciał być więcej ?skalpelem do wycinania chorej tkanki?, czyli niewygodnych funkcjonariuszy. W wolnym czasie współpracuje z Komitetem Obrony Policjantów. Jeździ po kraju i pomaga innym poszkodowanym. Organizacja ta powstała przed rokiem, jednym z jej celów jest walka o ucywilizowanie stosunków pracy w policji. Wcześniej przyszli działacze Komitetu napisali w tej sprawie raport do ówczesnych szefów MSWiA - Kalisza i Dorna. Na reakcję czekają do dziś.

    Mobbing w policji, twierdzi Ostrowski, stał się trwałą zasadą w jej zarządzaniu. Jak fala w wojsku, jest potrzebny do podtrzymania chorego systemu zależności, gdyż przejrzysta ścieżka awansu właściwie nie istnieje. W efekcie, energia funkcjonariuszy zamiast iść na zewnątrz, na walkę z przestępczością, skierowana jest ośrodka. Każdy tylko się zastanawia, pod kogo się podpiąć. To się nasila.

    Odbieramy nieraz kilkadziesiąt telefonów dziennie - potwierdza opinię kolegi nadkomisarz Robert Orłowski ze Szczecina, też działający w Komitecie Obrony Policjantów - ludzie dzwonią anonimowo z budek telefonicznych, bo boją się identyfikacji. Opowiadają o nieuzasadnionych przeniesieniach, postępowaniach dyscyplinarnych z byle powodu, fałszywych opiniach, według zasady: ?dajcie mi paragraf, a człowieka się znajdzie?. Każdy, kto choćby odrobinę inaczej myśli, jest nie wpasowany, schodzi na boczny tor. Zgłosił się na przykład do nas nękany przez kolegów antyterrorysta. Wydawałoby się - człowiek o żelaznych nerwach. Zaprotestował przeciwko żołdackiej fali w swoim pododdziale, gdzie wyjazdy w teren kończyły się pijackimi libacjami, podczas których dochodziło do dewiacyjnych zachowań seksualnych, oddawania ekskrementów na siebie, co na dodatek rejestrowano fotograficznie.

    ? W mobbingu najbardziej niebezpieczne i destrukcyjne jest to - słyszę od wielu moich rozmówców - żeby po pewnym czasie nie myśleć tak, jak chce tego prześladowca, nie uważać, że wina tkwi w ofierze. Gorszej, nic nie potrafiącej. Takie myślenie przekłada się na relacje ze światem, człowiek zaczyna tracić kontakt z bliskimi, unika przyjaciół, zamyka się w swojej wieży, z której wyjście jest tylko jedno: otwarty protest i walka.

    PTSD - stres posttraumatyczny

    Irena Konarska z Poradni Zdrowia Psychicznego przy szpitalu MSWiA w Szczecinie długo zwlekała z decyzją o podjęciu walki. Lecz teraz coś się w niej przełamało, dopadła ją taka determinacja, że nie popuści. Jest już po wstępnym przesłuchaniu w prokuraturze i chociaż kosztowało ją wiele, ma poczucie ulgi.

    Pierwsze, nieuchwytne jeszcze oznaki mobbingu pojawiły się w moim przypadku gdzieś trzy lata temu, ale dopiero niedawno po rozmowie z adwokatem zdałam sobie z tego sprawę - opowiada. Zaczęło się od podważenia kilku moich orzeczeń jako psychologa, dotyczących pracy w służbach mundurowych. Ponieważ rocznie wydaję siedemset takich dokumentów, problem zbagatelizowałam. Potem raz po raz zdarzały się naciski, aby wystawić pozytywne orzeczenia ludziom, którzy się kompletnie do służby w policji nie nadawali. Razem z Markiem Juraszkiem poprzednim kierownikiem poradni protestowaliśmy przeciw takim praktykom, przekonani, że w tych służbach nie ma miejsca dla psychopatów. Do tego później doszła fala mobbingu w zachodniopomorskiej policji za poprzedniego komendanta. Kilku tamtejszych funkcjonariuszy popełniło samobójstwa, jeden nawet się przestrzelił, przykładając do twarzy akta sprawy. Z zawodowego obowiązku zgłaszaliśmy ten problem.

    Potem, bez pytania obarczono ją w pracy dodatkowymi powinnościami; oprócz zajęć w poradni, musiała wziąć dyżury na dziennym oddziale psychiatrycznym. Protestowała, wciąż jednak jakoś sobie z tym radząc. W grudniu 2004 złożyła podanie o 20 dni urlopu; jednakże, chociaż starannie się do tego przygotowała, przekładając wizyty i zajęcia, urlopu nie dostała. - Pogodziłam się i z tą decyzją i wolne wzięłam w styczniu 2005, a następnie w sierpniu, niczego nie podejrzewając - opowiada kobieta.

    Jesienią 2005 nękanie nabrało przyspieszenia, by zamknąć się pętlą w styczniu 2006. We wrześniu ubiegłego roku psycholożka otrzymała pismo, by zwróciła 440 złotych z funduszu refundacji wczasów pracowniczych, które wcześniej jej wypłacono. Okazało się bowiem, że pracownik nie może dwa razy w roku korzystać z tego funduszu, czego nie była świadoma. Wkrótce potem wybuchła w Szczecinie głośna afera, dotycząca wyłudzania rent, jej poradnię też do niej włączono. Przeszukano mieszkanie psycholożki, zabrano pieczątki i na dwa miesiące zarekwirowano telefon, lecz wezwania do prokuratora na przesłuchanie do dzisiaj nie dostała. Nikt też nie postawił jej żadnych zarzutów. Od rzecznika prokuratury okręgowej w Szczecinie wiem, że ostatecznie lekarzom zamieszanym w aferę rentową nie zarzuca się korupcji, lecz tylko nieprawidłowości w prowadzeniu dokumentacji lekarskiej.

    W stycznia tego roku - opowiada Irena Konarska - wyrzucono mnie z gabinetu, przenosząc do brudnej, ciemnej klitki. Pomieszczenie nie spełniało warunków pracowni badań kierowców, nie zapewniało też minimum intymności, potrzebnej do pracy z pacjentem. Gdy potwierdził to behapowiec, został zwolniony.

    W połowie miesiąca Konarska wystąpiła ze skargą na niesprawiedliwe traktowanie jej do Departamentu Zdrowia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Powiadomiła też Narodowy Fundusz Zdrowia w Warszawie, oraz Urząd Marszałkowski. Trzy kontrole z tych instytucji nic nie wykazały.

    Czułam się strasznie - opowiada - jakbym to sobie wymyśliła, ulepiła swój obraz z doświadczeń moich pacjentów. Prześladowania, upokorzenia, trwały dalej. Przerywano mi zajęcia, zarzucano absurdalnymi pismami, podrywano mój autorytet wśród pacjentów. Po 15 latach pracy w tej firmie okazało się nagle, że jestem konfliktowa. Opinię wystawili mi ludzie, którzy znali mnie zaledwie dwa tygodnie. Żyłam w ciągłym rozdygotaniu. Ja, psycholog, nie potrafiłam sobie profesjonalnie pomóc.

    Irena Konarska została zwolniona 29 lutego b. roku z trzymiesięcznym okresem świadczenia pracy. W uzasadnieniu napisano, że nikt nie chce z nią współpracować, nie można na niej polegać, pisaniem skarg naraziła swój zakład na utratę dobrego imienia.

    Spotykam się z nią w jej mieszkaniu na szczecińskim blokowisku; właśnie przygotowuje pozew do sądu pracy i zawiadomienie do prokuratury, w którym dyrektorowi szpitala MSWiA zarzuca praktyki mobbingowe. Do doniesienia dołącza długą listę świadków, ok. 30 osób, większość z nich w szpitalu już nie pracuje. Podobno nie wytrzymali presji.

    Poszłabym do sądu nawet wówczas, gdyby mnie nie zwolniono, bo nie można dać się tak poniewierać - twierdzi zdecydowanie.

    Mam zasady

    Oskarżany przez byłych pracowników o mobbing Sylwester Bierzanowski dyrektor ZOZ MSWiA w Szczecinie twierdzi, że jest przygotowany na atak: spodziewa się pozwów do sądu, wezwań do prokuratury, chociaż dotąd nie dostał żadnego zawiadomienia.

    Od swoich zasad jednak nie odstąpię - mówi - a te są czytelne. - Po prostu jestem wymagający, oczekuję punktualności, rzetelności, solidności. W służbie zdrowia, gdzie panuje ogólna frustracja z powodu niskich zarobków, odpływu pracowników, braku funduszy, te normy są różnie pojmowane. Ktoś np. nie odbiera telefonu, bo mu za mało płacą. Znam przychodnie, gdzie lekarz, który ma przyjmować od rana do piętnastej, przychodzi w południe, posiedzi dwie, trzy godziny i wychodzi przed czasem. U mnie to się nie zdarza. Wciąż powtarzam swoim ludziom, że ja nie będę udawał że im płacę, a oni nie będą udawali, że pracują. Niektórzy z nich jednak ciągle nie mogą zrozumieć, że pracodawca ma prawo przesunąć pracownika na inne stanowisko, zlecić dodatkowe zadanie, nie przyznać premii, wstrzymać urlop, ba w wyjątkowych okolicznościach nawet z tego urlopu odwołać.

    O wadach podległych pracowników dyrektor może mówić długo, gdy jednak chcę przejść do przypadku Ireny Konarskiej i proszę o wytłumaczenie co to znaczy, że nagle ?nikt nie chce z nią współpracować, nie można na niej polegać, pisaniem skarg naraziła swój zakład na utratę dobrego imienia? dyrektor robi unik: - Jeśli ta pani rzeczywiście odwołała się do sądu, to tam ostatecznie zostanie stwierdzone, czy złamałem prawo. Zastanawiam się tylko, dlaczego dopiero 2,5 miesiąca po wypowiedzeniu przez nas warunków pracy, zdecydowała się wystąpić do mnie z pismem, informującym, że odchodzi ze względu na mobbing. Skoro czuła się tak prześladowana, mogła zrobić to odpowiednio wcześniej, cechą mobbingu przecież jest jego długofalowość, rozłożenie w czasie.

    I tyle rozmowy na konkretny temat. Bo tak w ogóle, to dyrektor przyznaje, że mobbing się zdarza. Ale ponieważ jest niejasno sprecyzowany w prawie, można go nadinterpretować, wykorzystywać. To rodzi pole do mylnych oskarżeń z jednej strony, a z drugiej utrudnia udowodnienie mobbingu przez poszkodowanych.

    Sylwester Bierzanowski nie ma jeszcze czterdziestki. Do sukcesu zawodowego dochodził powoli. Skończył technikum w systemie wieczorowym, jednocześnie pracując fizycznie. Wówczas - zwierza mi się - też mu się obrywało, nieraz słyszał od swoich zwierzchników że ?nie jest tu od myślenia, tylko od roboty?. Choć zadra była tak mocna, że pamięta ją do dziś, nie skarżył się, nie narzekał, zacisnął tylko zęby i zawziął się w sobie. Poszedł na studia ekonomiczne, żeby zostać kimś, żeby więcej nie paść ofiarą takich komentarzy. Teraz, gdy dopiął swego, wyprowadził szpital na prostą, nie pozwoli zaprzepaścić tego sukcesu.

    Wcale nie uważam, że nie popełniam błędów - dodaje już z mniej surową miną. - Na studiach wkładano nam do głów tylko wiedzę książkową. Współpracy z ludźmi, zarządzania zespołem musiałem uczyć się sam. A to jest najtrudniejsze i ogromnie złożone. Wiem, że ludzie narzekają, plotkują za moimi plecami, piszą anonimy do związków zawodowych. Właśnie, aby to wszystko uciąć, uregulować wprowadziłem politykę antymobbingową, choć niektórzy mi odradzali. Ja jednak wolę jasność, chcę, aby moi pracownicy byli świadomi problemu. Mogą mnie nie lubić, ale chciałbym, żeby przynajmniej sprawiedliwie oceniali.

    Przecież nie zawsze jest tak, że to zły dyrektor gnębi biednych podwładnych, prawda z reguły jest bardziej złożona i leży po środku. Chociaż ?polityka antymobbingowa? obowiązuje w szpitalu MSWiA od prawie pół roku, do dyrektora placówki nie wpłynęła żadna skarga, podpisana imieniem i nazwiskiem.

    MOBB

    Tymczasem psycholog Konarska nie może znaleźć pracy - była już w pięciu miejscach. Za każdym razem, gdy wspomina, że jest ofiarą mobbingu w szpitalu MSWiA, stosunek przyszłych chlebodawców do niej nagle się zmienia. Nabierają dystansu i uprzejmie dziękują, ale nie widzą możliwości zatrudnienia.

    Jesienią zeszłego roku musiał zrezygnować z pracy w poradni MSWiA dr Marek Juraszek. - Znajomi funkcjonariusze ostrzegali mnie, mówi, abym się nie wychylał. Ale ja nie słuchałem. Miałem kilka wystąpień w w prasie i telewizji na temat mobbingu w służbach mundurowych. To mi zaszkodziło.

    Obecnie dr Juraszek prowadzi prywatny gabinet dla służb mundurowych i kursy antymobbingowe w zakładach pracy. Szerzej na temat mobbingu w policji wypowiadać się już nie chce. - Wystraszyłem się długich rak prześladowców - przyznaje.

    Najlepiej umorzyć.

    PTSD- stres posttraumatyczny. Zaczyna się drżeniem rąk, niepokojem, nadmierną płaczliwością, ucieczką w sen, albo bezsennością, chorobami somatycznymi. A kończy nieraz samobójstwem. Stres rozwija się oparach strachu. Ten strach w mobbingu jest paraliżujący, wszechobecny. Moi rozmówcy, pracownicy dużego Banku w Ciechanowie tak byli nim przytłoczeni, że nie chcieli się spotkać ze mną w żadnym lokalu w mieście. Kiedy wybraliśmy w końcu bezpieczne miejsce, całą noc opisywali mi swoją poniewierkę, by po kilku dniach z przerażeniem się wycofać się z tej rozmowy - jeden po drugim. Ich szef - prześladowca jest perfekcjonistą w nakręcaniu spirali strachu.

    Tempo, tempo - wrzeszczał, a starsi mężczyźni, zgięci wpół, pędzili z papierami schodami. Góra, dół, dół, góra. Dziś już nie pracują, jeden dostał zawału, drugi po długim leczeniu psychiatrycznym, boi się wyjść z domu. Strach w banku w Ciechanowie potrafi wywołać odgłos podkutych butów zwierzchnika, jego numer wyświetlony w aparacie telefonicznym. Ludzie gubią się, jąkają, pocą, gdy słyszą nawet z daleka jego komentarze: -

    "Nadajecie się do pegeeru, nie róbcie mi obory z banku". Byli pracownicy szpitala MSWiA powtarzają ulubione powiedzonka swojego zwierzchnika: -"?Rozmawiam z panią jak świnia z gęsią". Albo: "Was powystrzelać nawet nie można, bo kula mózgu nie znajdzie".

    Alicja Zdolska pielęgniarka z tej kliniki ze strachu i nerwów po prostu się dusiła. W końcu zachorowała na spastyczny skurcz oskrzeli. Innej osobie w sytuacjach lękowych leciała krew z nosa, któraś próbowała przedawkować leki, iw ten sposób skończyć ze sobą.

    Na lęk nie ma recepty, trzeba nauczyć się z nim żyć. Irena Konarska codziennie sama aplikuje sobie psychologiczną terapię. Monika Nowik, która nawet boi się przejechać samochodem w pobliżu szkoły, gdzie ją prześladowano, stara się ratować aktywnością w swojej zawodowej dyscyplinie; skończyła około dwudziestu różnych szkoleń. - Przez to stała się trochę pewniejsza, uwierzyła w siebie - mówi jej mąż. Mobbing jest jak za gra kota z myszką - najpierw długie dręczenie, bo prześladowca znajduje w tym przyjemność, potem decydujący atak. Trudno jest udowodnić, że jest się ofiarą lobbingu. W sądzie często to wygląda jak boksowanie się z gumową ścianą. Sędzia domaga się przykładów dręczenia. Ofiara - zwykle na widok swego prześladowcy roztrzęsiona, z trudem powstrzymująca się od płaczu, albo zamyka się albo, co gorsza, bliska histerii zarzuca sąd lawiną szczegółów, często zbędnych, łatwych do odrzucenia. Znudzony sędzia patrzy ze współczuciem na pozwanego myśląc: - jak on to wszystko wytrzymywał! Rzadko kiedy ofiara może liczyć na pomoc prokuratury. W sprawach o mobbing pokrzywdzony może dochodzić swoich praw dwutorowo: na podstawie kodeksu pracy, albo kodeksu karnego. Nękane pracownice laboratorium analitycznego w Stargardzie Szczecińskim postawiły właśnie na drugie rozwiązanie, gdyż chcą konkretnej kary dla swojej kierowniczki. Sprawa została dokładnie zbadana i potwierdzona przez Państwową Inspekcję Pracy, oraz Stowarzyszenie Antymobbingowe OSA. Raport tej ostatniej organizacji stwierdza jednoznacznie, iż kobiety są poniżanie, ośmieszanie, izolowanie w grupie, odsuwane od pracy zmianowej, co skutkuje niższymi zarobkami. Sugerowano im chorobę psychiczną, nie wysyłano na szkolenia, blokowano awans po skończonych studiach. Mimo tak mocnych i jednoznacznych dowodów, prokuratura nie dopatrzyła się dręczenia i ?ze względu na znikomą szkodliwość czynu?, sprawę umorzyła. W tym roku już dwukrotnie.

    Jesteśmy bezsilne - skarżą się laborantki. - Organy ścigania traktują nas lekceważąco, z nonszalancją; pani prokurator, choć prywatnie przyznawała nam rację, jednocześnie uprzedzała, że sprawa będzie umorzona.

    Chyba powinnam napisać skargę do jej przełożonych - zastanawia się oburzona Barbara Zachalska-Bieg z Sopotu, adwokatka poszkodowanych.

    To jest jawne naigrywanie się z ludzi, którzy u zwierzchników nie znajdują żadnego oparcia. Dyrektor ZOZ w Stargardzie Szczecińskim Jan Kalinowski uważa, że jako pracodawca zrobił w tej sprawie wszystko. Wielokrotnie rozmawiał z kierowniczką, powołał nawet komisję antymobbingową, która nic nie wyjaśniła, bo skarżące się pracownice odmówiły współpracy ze "śledczymi". Dręczenie w stargardzkim laboratorium trwa. Wyczerpującej odpowiedzi na pytanie: dlaczego, nadal nie ma. Co bardziej zorientowani twierdzą, że kobiety są prześladowane, gdyż stanęły na drodze planowanej prywatyzacji laboratorium, domagając się konsultacji ze związkami i pracownikami.

    Lobbing, czy mobbing

    Jadwiga Mucha pełnomocnik Stowarzyszenia Antymobbingowego OSA zna te mechanizmy.

    Gdy w ramach interwencji jeżdżę po kraju, czasem ogarnia mnie rozpacz. Zjawisku sprzyja niewłaściwy nabór kadr opierający się często na polityczno-towarzyskim układzie, stosunek wymiaru sprawiedliwości do problemu mobbingu też pozostawia wiele do życzenia. Przesłuchania na policji są amatorskie, powierzchowne, prokuratorzy nie wiedzą, jak poruszać się w trudno uchwytnej materii tego zjawiska i tylko szukają pretekstu do umorzenia. Sędziowie nierzadko traktują sprawę niepoważnie, mylą mobbing z lobbingiem, zadają absurdalne pytania. Brakuje też jednoznacznego orzecznictwa Sądu Najwyższego, np. ostatnio skierowaliśmy dwie sprawy do Strasburga, bo SN odrzucił je bez uzasadnienia. Na kilkadziesiąt spraw w sądach pracy, w których uczestniczyłam, tylko w czterech wypadkach zdołaliśmy wywalczyć jakiekolwiek pieniądze tytułem odszkodowań; z reguły niewielkie, a przecież pokrzywdzonymi są często osoby niezamożne.

    Również wielu pracodawców, nawet jeśli mają dobre intencje, nie wiedzą, jak do mobbingu podejść.

    Przemoc psychiczna

    Załoga szczecińskiego szpitala MSWiA w którym dyrektorem jest Oskarżany przez byłych pracowników o mobbing Sylwester Bieżanowski, otrzymała wewnętrzne zarządzenie o polityce antymobbingowej. W dokumencie stwierdzono: ?Każdy, kto uzna, że został poddany mobbingowi, może wystąpić do pracodawcy z pisemną skargą. Celem polubownego wyjaśnienia zasadności skargi, Dyrektor ZOZ powołuje komisję antymobbingową, składającą się trzech osób. W sprawach ewentualnych skarg dotyczących dyrektora, komisję antymobbingową powołuje zastępca ds. medycznych?.

    Jadwiga Mucha łapie się za głowę, gdy to czyta. - W prawie nie ma pojęcia komisji antymobbingowej, występuje jedynie komisja pojednawcza, której postępowanie jest wszczynane na wniosek pracownika. Wielokrotnie na sali sądowej powtarzam to pracodawcom.

    Tymczasem po uwzględnieniu pojęcia mobbingu w kodeksie pracy, komisje antymobbingowe mnożą się, to jest już prawdziwa plaga. Niczego jednak nie rozwiązują, są tylko kolejnym narzędziem gnębienia i zastraszania. Zwłaszcza, że wiedza na temat problemu jest często żadna.

    Mariola Żarnoch z OSY opowiada o telefonach zdumionych pracodawców do jej organizacji. Zarzucono im mobbing, a oni po raz pierwszy słyszą takie słowo.

    W sądach wszyscy mówią to samo, jakby nauczyli się jednej lekcji: że powódka, czy powód wyolbrzymia drobne spory w pracy. Widocznie ma kłopoty z samą sobą - dodaje.

    Z drugiej strony ludzie często nie zdają sobie sprawy, iż zostali poddani mobbingowi - mówi psychiatra Marek Juraszek. Myślą, że tak musi być. Mobbing, jako zjawisko przemocy psychicznej istniało zawsze, jednak ostatnio niebezpiecznie się rozrasta. Im większe bezrobocie w okolicy, tym bardziej pracodawca czuje się bezkarny. Trzeba z tym ostro walczyć, napiętnować, ujawniać, gdyż koszty społeczne są ogromne: straty zdrowotne, nałogi, rozpad rodzin, samobójstwa. Struktura w mobbingu z reguły jest kaskadowa, na szczycie stoi główny gnębiciel, poniżej jego współpracownicy; przeważnie wystarczy usunąć przywódcę, a cała sieć się rozpada. Ale do tego trzeba jasnych przepisów prawnych, np. w Szwecji mobbing uznano za przestępstwo ścigane wyłącznie z kodeksu karnego.

    P.S.

    Na karę 10 miesięcy ograniczenia wolności w zawieszeniu na dwa lata skazał gdyński wojskowy sąd garnizonowy 26-letnią podporucznik Agnieszkę A., oskarżoną o znęcanie się nad marynarzami służby zasadniczej w jednostce w Rozewiu. Pani podporucznik za nieposłuszeństwo, bądź brak wiedzy na ćwiczeniach kazała żołnierzom robić pompki, przekopywać rów przeciwpożarowy, i godzinami biegać w maskach przeciwgazowych wokół strzelnicy.

    Helena Leman

    Ramka:

    Pierwszy użył słowa mobbing odnośnie stosunków, panujących w miejscu pracy niemiecki psycholog prof. Heitz Leyman. Był początek lat 80. Termin wywodzi się od angielskiego wyrazu: "mobb"- motłoch, tłum, rzucać się na kogoś, linczować.

    Techniki mobbingu wg. Leymana

    1. kategoria - wpływ na procesy komunikacji i wyrażania poglądów (Np. głośne upominanie, krzyk, groźby werbalne, pisemne, przez telefon, przerywanie wypowiedzi).

    2. kategoria - atak na relacje społeczne. (Izolowanie ofiary, izolowanie jej miejsca pracy, sprawienie, że jest niewidzialna)

    3. kategoria - atak na reputację. (Przydzielanie nadmiaru sprzecznych zadań, traktowanie ofiary jako niepoczytalnej, wyśmiewanie jej chorób, insynuacje seksualne, podważanie kompetencji, przesuwanie do poniżających zadań).

    4. kategoria - pogarszanie warunków pracy i zamieszkania (zmuszanie do wyczerpującej pracy, niszczenie dóbr materialnych ofiary, wyrządzanie krzywd finansowych)

    5. kategoria- bezpośrednie ataki na zdrowie.(Stosowanie niegroźnych aktów agresji, nadużycia fizyczne, przemoc seksualna.)

    Ofiarą mobbingu może być każdy. Jednak psychologowie mówią o dwóch typach ludzi, którzy częściej niż inni ulegają takiej przemocy. Jedna grupa, to osoby o słabszej indywidualności, uległe, bezradne. Druga dotyczy jednostek niezwykle inteligentnych, dominujących, kreatywnych, rzucających się w oczy. Swoją postawą zagrażają niepewnemu swej wartości szefowi i łakomym awansu współpracownikom. Wspólną cechą dla obydwu typów ofiar jest też bardzo poważne traktowanie obowiązków zawodowych.

    Prześladowca, to przeważnie człowiek neurotyczny, bojaźliwy, pełen zazdrości i zawiści, nadmiernie kontrolujący i oceniający, o niskim poczuciu własnej wartości. Zniszczenie jednej ofiary powoduje, że taka osoba szuka następnej.

    Autor Helena Leman

    Źródło - http://www.reportaz-tygodnia.trop-reportera.pl/mobbing-w-pracy/
  • reklama
  • Dopisz swoją odpowiedź na forum. Możesz pisać anonimowo, nie musisz podawać swoich prawdziwych danych.
  • Imię lub pseudonim:
  • Nie wypełniaj jeśli chcesz wysłać odpowiedź anonimowo.
  • Twój e-mail:
  • Nie musisz go podawać, nie będzie publikowany.
  • Treść odpowiedzi: (dozwolone tagi to <b>pogrubienie</b> <i>pochylenie</i> <u>podkreślenie</u>)
  • Przed dodaniem odpowiedzi, sprawdź czy nie ma w niej błędu.
Copyright © 2007 - 2011 Praca do kitu |Kontakt|Bannery|RSS